Z CYKLU: FILM DLA FOTOGRAFA º1

Tym artykułem otwieram cykl filmowy w którym będę wam przedstawiała ruchome obrazy, poruszające bezpośrednio lub pośrednio wątki fotograficzne, które w jakimś aspekcie wywarły na mnie silne wrażenie.

Fotografia to dziedzina, która, siłą rzeczy, jest ściśle powiązana z medium pokrewnym – video. Wiele osób zaczynających swoją przygodę z fotografią w ramach rozwoju, w płynny sposób uzupełnia swoją wiedzę o dziedzinę filmową na polu zawodowym lub prywatnym. Tematyka filmu jeszcze przede mną – zajęcia te rozpoczynam od tego semestru – w cyklu tym zajmę się omawianiem tematyki, a nie technicznym aspektem powstawania filmu.

Tytuł, który zdecydowanie polecam, nie tylko pasjonatom fotografii, ale przede wszystkim kobietom chcącym realizować się zawodowo, jednocześnie będąc matkami i żonami to Po tysiąc razy dobranoc w reżyserii Eric Poppe z 2013 roku.

Kilka suchych faktów i ciekawostek na początek. Dramat psychologiczny kręcony w czterech państwach – Afganistan (Kabul), Irlandia (Dublin), Maroko (Warzazac) i Kenia (Kakuma). Zdobył trzy nagrody na Norweskim Międzynarodowym Festiwalu Filmowym za najlepszy kinowy film norweski, muzykę oraz zdjęcia. W roli głównej wystąpiła bardzo przeze mnie ceniona Juliette Binoche, której partneruje Nikolaj Coster-Waldau.

Główna bohaterka ma na imię Rebecca i z zawodu jest bardzo dobrym i cenionym w świecie fotoreporterem wojennym, znajduje się w pierwszej piątce najlepszych. Niebezpieczeństwo i narażanie własnego życia wpisane jest w jej zawód, w profesję, która kojarzy się raczej z zajęciem realizowanym przez mężczyzn, zarówno z racji trudnych warunków jak i tematyki. Zdjęcia które robi, mają wpływ na życie wielu ludzi, decyzyjne osoby reagują po publikacji jej materiałów wojennych, ma więc silną świadomość społecznego aspektu swoich działań, poczucie spełnienia misji dla dobra innych.

„Steph: dlaczego zaczęłaś robić zdjęcia wojenne?

– Rebecca: ze złości, w młodości byłam wściekła, fotografia mnie uratowała, w ten sposób wyrażałam uczucia i uspokajałam się

– Steph: wciąż jesteś zła?

– Rebecca: tak ale nauczyłam się z tym żyć i pracować

– Steph: jak to?

– Rebecca: kiedy stoisz przed taką tragedią i cierpieniem… chcę żeby ludzie udławili się poranną kawą kiedy otwierają gazetę i widzą zdjęcia. Niech jakoś reagują.”

Oprócz sporej dawki materiału na wprost nawiązującej do zawodu fotoreportera,  zderzamy się z bardzo trudnym dylematem pogodzenia kariery zawodowej przez duże K, z byciem żoną i matką. Jak przekonać bliskich, w szczególności starszą dojrzewającą nastolatkę o tym, dlaczego matka to robi, co ją napędza, z jakiego powodu tak bardzo ryzykuje? Rodzina ma ogromne problemy z akceptacją życia w ciągłym strachu o nią, szczególnie wrażliwa jest w pełni świadoma powagi sytuacji starsza córka Steph. Kryzys wybucha po wypadku, w którym cudem unika śmierci podczas jednej ze swoich misji. Każdy członek rodziny po tym wydarzeniu staje przed koniecznością zderzenia się ze swoim „ja”.

„Byłoby lepiej gdybyś umarła, moglibyśmy się spokojnie smucić, raz a dobrze” Steph

Rebecca jest wewnętrznie rozdarta. Przede wszystkim oczekuje od męża zrozumienia i wsparcia dla tego co robi. Chce, aby udzielił pomocy córkom, szczególnie starszej, w poradzeniu sobie z jej lękami. Jednak z rozdarciem musi poradzić sobie sama. Wydaje się wręcz, że zmaga się nie tylko ze stanem własnych uczuć, ambicji zawodowych, ale również z fizycznym uzależnieniem od adrenaliny, która staje się jej nałogiem. Musi odpowiedzieć sobie na pytania co dalej, jakie są jej priorytety, czy istnieje kompromis? Proces ten jest ogromnie bolesny, a żadne rozwiązanie nie gwarantuje 100% zadowolenia. Sama historia pewnie nie budziłaby aż takich kontrowersji gdyby fotografem był mężczyzna. Rebecca jako osoba silna i spełniona zawodowo, wykracza poza przyjęte schematy funkcjonowania kobiety w ognisku domowym, z uwagi na zawód, który uprawia. Kanon świata zachodniego zakłada, że to kobieta sprawuje opiekę nad rodzinnym domem – jest jego strażnikiem – a mężczyzna jest tym, który jeśli zachodzi taka konieczność ma ogólne społeczne przyzwolenie na poświęcenie życia rodzinnego w imię kariery zawodowej. Oswoiliśmy się już z myślą o kobietach sukcesu w zawodach zdominowanych przez mężczyzn, ale najczęściej sukces ten okupiony jest stratami po stronie życia prywatnego. Samotne na szczycie.

Film jest niesamowicie wciągający, z ogromną dawką trudnych emocji, szczególnie na styku matka – córka, z fenomenalnie grającą Juliette, dzięki której Rebecca ma szansę w pełni pokazać nam z jakim tematem przyszło jej się zmagać. Pokazuje kobietę, która nie chce wybierać pomiędzy dwoma fundamentalnymi aspektami jej życia – nie chce, ale musi. I wybór każdej opcji jest zły.

„Kiedy dorośniesz i dowiesz się kim jesteś, zrozumiesz, że na pewne rzeczy nic nie można poradzić bo te rzeczy są w tobie” Rebecca

Ja do dziś wracam nie raz myślami do Rebecci i cieszę się, że nie są to moje dylematy. Nie mogę sobie wyobrazić bycia w tak trudnej sytuacji, szczególnie kiedy wiem co oznacza kochać fotografię mając jednocześnie bardzo silną więź emocjonalną i uczuciową z córką. Konieczność dokonania wyboru…

„Myślę o dzieciach, które przechodzą przez to codziennie, one potrzebują jej bardziej niż ja…” Steph

 

Film, który MUSISZ zobaczyć.