Wartościowa Edukacja Fotograficzna

Among the blind one – eyed man is a king’

Dziś postanowiłam zmierzyć się z teoretycznie mało problematycznym w dzisiejszych czasach tematem – edukacji fotograficznej. A jednak…

Jako osoby zainteresowane fotografią wiemy, że nie ma bardziej sprzyjających czasów na robienie zdjęć niż czasy dzisiejsze. Mamy obecnie dużą łatwość w dostępie do medium (coraz tańsze i bardziej zaawansowane aparaty, galopująca naprzód technologia), wywoływaniu obrazu (darmowe programy do obróbki zdjęć), dzieleniu się treścią dzięki nierozerwalnej więzi z Internetem – słowem raj – jeśli porównać to do warunków w jakich tworzyli wielcy fotografowie 100 lat temu, o początkach fotografii nie wspominając. Skoro mamy tak łatwy dostęp do wszystkiego, to nie może tu zabraknąć również dostępu do wiedzy – czego użyć, jak, gdzie wypuścić, komu sprzedać – to wszystko w tym cyfrowym świecie możemy w nieograniczonych ilościach znaleźć w naszych ‘Internetach’. Uwaga, nastąpi teraz bardzo długie zdanie. Otwieramy przeglądarkę a tam cały wachlarz możliwości: sprofilowane strony dla entuzjastów sprzętu, porównywarki wszystkiego, testy z ocenami i cenami, blogi, fora, ebooki darmowe i płatne, strony zaawansowanych amatorów z poradami w formie opisowej lub video, wszystko wiedzący YouTube, oferty kursów weekendowych – tu już wkraczamy w strefę płatną – warsztatów stacjonarnych lub połączonych z wyjazdem plenerowym, kursy kilkutygodniowe lub kilkumiesięczne, po szkoły z zakresem edukacji na poziomie kilkuletniego studium lub studiów zakończonych dyplomem MEN. Jeśli jakiś rodzaj pominęłam, to podpowiedzcie, ale przecież wiecie co mam na myśli. OGROM.

Co z tym zrobić? Może jakiś przewodnik? Za moich czasów, jak chciałam iść do liceum lub na studia to pamiętam, że Ministerstwo Edukacji wydawało książeczkę, pozwalającą osobie posiadającej wiedzę o szkołach mocno zubożałą, na nadrobienie zaległości i podjęcie bardziej świadomej decyzji w temacie dalszej edukacji.

Jak dużo osób chcących nauczyć się fotografii idzie zdobyć niezbędną wiedzę do szkoły?

W swoim najbliższym otoczeniu prywatno-służbowym – nie kojarzę. Co więc robi przeciętny Fotoentuzjasta? W większości przypadków spędza cały swój wolny czas z nosem w Internecie, grzebiąc zawzięcie i chłonie jak gąbka wszystko co ma z fotografią wspólny mianownik. Jednak skąd wiadomo, że to co wyczyta i wciela w życie, to wiedza warta tych godzin potrzebnych na jej przyswojenie? Informacje, bez względu na źródło pochodzenia, są cenne lub nie. Jak zdobyć solidną wiedzę aby czerpać z fotografii wszystko co najlepsze? A no nie ma drogi na skróty, choćby nie wiem jak bardzo chciano nas o tym przekonać w reklamach kursów kilkudniowych. Dlaczego? Bo fotografia to dziedzina, która nie ogranicza się jedynie do aparatu, stajni obiektywów, torby, statywu, lamp błyskowych, dobrego kompa i programu do obróbki zdjęć. To dziedzina, która jest o wiele bogatsza, ma swoją historię, miejsce w historii sztuki, ogromną ilość odnóg, niuansów, od sztuki po komercję, bogactwo możliwości, które aby świadomie cokolwiek wybrać, trzeba poznać w jak największej ilości szczegółów. Tego nie nauczymy się szybko, dla mnie osobiście to cała filozofia. Jednak aby to wszystko poznać i odkryć, trzeba dać sobie szansę i zacząć tę dziedzinę studiować, dosłownie, od podstaw po wysublimowane smaczki, które dostrzec można dopiero z czasem. Nieważne ile masz lat – im jesteś starszy, tym mam nadzieję wiesz, ile znaczy w życiu i jak bardzo wzbogaca ugruntowana wiedza, pochodząca z dobrych źródeł. Daje nie tylko poczucie satysfakcji, że WIEMY – wzbogaca nas wewnętrznie, dzięki czemu stajemy się wrażliwsi na rzeczy do tej pory przed nami niewidoczne. W pewnym momencie dostrzegamy inny świat.

Nie warto wszystkiego przeliczać na pieniądze. Kalkulacje owszem, są ważne i w większości przypadków nauka kosztuje – koszty ponosimy osobiście lub jak mamy szczęście to w pewnym wieku pokrywają je nasi rodzice. Niektórzy dostają się na dzienne państwowe studia np. do Łódzkiej Filmówki, ale aby były to studia dzienne niepłatne, trzeba zdać egzamin a wcześniej odkryć, że to ten właściwy kierunek. Dla mnie ten scenariusz był niedostępny, odkrycie nastąpiło wiele lat później, koszty nauki są więc przeze mnie odczuwalne dość mocno. Ale nie żałuję ani jednej wydanej złotówki, co więcej, już dziś martwię się co będzie jak moja nauka w obecnej szkole się skończy… Nie jest też tak, że obdzielam wszystkie przedmioty czy zagadnienia jednakową dawką ‘uwielbienia’, jak każdy student z różnym zapałem rzucam się na poszczególne tematy lub nie rzucam się wcale.

Do zapamiętania jest więc jedna najważniejsza rzecz. W pozyskiwaniu szerokiej wiedzy fotograficznej, niezbędny jest odpowiedni Przewodnik – Nauczyciel, im lepszy i im większa ich różnorodność, tym nasza wiedzą będzie bardziej wartościowa i wszechstronna, tym my będziemy bogatsi. Kuszenie ludzi szybkim, tak naprawdę wcale nie tanim sposobem nauki fotografii, najlepiej przyrównać do pewnego przesłania, które niesie ze sobą namalowany przez niderlandzkiego malarza – Pietera Bruegla – obraz pod tytułem ‘Ślepcy prowadzący ślepców’. Obraz – otwierający ten artykuł – przedstawia grupę mężczyzn posuwających się jeden za drugim. Niewidomy przewodnik, który prowadzi całą grupę w pewnym momencie przewraca się wpadając do rowu i pociągając za sobą nieświadomych towarzyszy.

Wiedza dobra jakościowo kosztuje ale warto po nią sięgać, początki mogą być trudne ale kto wie co kryje się za kolejnymi drzwiami, które otworzą się dla nas właśnie dzięki niej.