PORTRET CÓRKI

Czy jestem fotografem? Wiem, że jestem człowiekiem, kobietą, żoną, matką, przyjaciółką, koleżanką, sąsiadką, pracownikiem, klientem… Ale czy po dwóch latach nie rozstawania się z aparatem jestem fotografem? Nie pracuję w tym zawodzie, nie zarabiam robieniem zdjęć na opłacenie rachunków. Co sprawia, że przestaję analizować wydatki, podczas gdy u innych ma to sens tylko wtedy kiedy z tego żyją? To pytania, które od jakiegoś czasu chodzą mi po głowie, czuję, że muszę znaleźć na nie odpowiedzi, wiem, że to ważne, bo bez nich drepcę w miejscu i nie wiem w którą stronę pójść. Na tę chwilę zidentyfikowałam kilka powodów a najważniejszym lub raczej najbliższym, najbardziej emocjonalnym dla mnie, chciałam się z wami podzielić.
Portret Córki…
Pisałam już wcześniej, że szkoła pomaga mi poukładać wątki fotograficzne, których dotykam, nie oznacza to jednak, że ‘trawienie’ tego przez moją osobę to proces szybki, przyjemny i wszystko jest jasne. ‘Trawienie’ to proces indywidualny, ludzka materia bywa czasem oporna, priorytety dla poszczególnych tematów dla każdej jednostki są inne. Stworzyłam listę rzeczy, które chcę osiągnąć na przestrzeni najbliższych lat z pomocą fotografii a ten punkt jest z racji więzi, w pierwszej trójce najważniejszych.
Jako rodzice sięgamy po aparat częściej niż w czasach ‘przed dzieckiem’, używając takiego sprzętu jaki jest dla nas najbardziej komfortowy. Chcemy w pierwszych latach (im dziecko młodsze tym częściej) zatrzymać w kadrze każdą chwilę z naszym maluchem i żadna nie jest mniej istotna, każda zasługuje na swoją klatkę i miejsce na naszym dysku. Jest taki czas (wiek 6 m-cy do 4 lat) kiedy nawet jeśli ogarniamy sprzęt biegle, nie ogarniamy ruchliwości dziecka, braku chęci współpracy, bo interesuje je wszystko poza naszą wizją zdjęcia i finalnie najpiękniejsze kadry zapisują się tylko w naszej głowie.
Od piątego roku życia dziecka można zacząć budować wokół fotografowania atmosferę dobrej zabawy, bez spinania, negatywnych emocji czy żalu jak coś nie wyjdzie.

W swojej fotograficznej przygodzie moja córka towarzyszy mi już jako osoba w pełni świadoma co i po co robimy oraz do czego to będzie użyte. Opiszę wam jak łączę moją pasję do zdjęć, konsumującą niewiele pozostającego mi wolnego czasu, z czasem, który chcę spędzać z córką – początkującą nastolatką – i z chęcią do stworzenia na koniec dnia pięknego Portretu mojej Córki. Portretu, który będzie zawierał każdą Ją, z różnych momentów zaczerpniętą, z różnych lat. Tym obecnie zajmujemy się wspólnie od roku.
Początki nie były oczywiście tak idylliczne. Jak miałam do zrobienia różne prace związane np. z portretem, to uważałam za oczywiste, że będę ćwiczyć na dziecku, przecież już duża jest, rozumie, będzie chciała… Okazało się, że tylko ja mam niewyczerpane pokłady cierpliwości, bo nakręca mnie pasja, moja córka była zdecydowanie znudzona i mało chętna do rezygnowania ze swoich zabaw na rzecz mojej satysfakcji. Musiałam chwilę się zastanowić co zmienić, abyśmy we dwie dobrze się bawiły i chciały to robić wspólnie, musiałam wybadać czy to jest możliwe.
Po pierwsze odpuściłam parcie i zaczęłam zapraszać ją na krótkie sesje trwające do pół godziny, na powietrzu, w ramach zakończenia dnia, kiedy światło jest najładniejsze, podczas letnich spacerów po lesie, zawsze pokazując najpóźniej następnego dnia efekt finalny w postaci obrobionego zdjęcia.


Kiedy tylko miałam okazję wykorzystać jakieś ujęcie – czy to w szkole czy na FB – zawsze pytałam o pozwolenie, wyjaśniając co chcę zrobić. To pozwoliło nam na zbudowanie zaufania, moja córka wie, że niczego nie zrobię bez jej wiedzy i akceptacji.
Do sesji, które obecnie zajmują już trochę więcej czasu niż 30 minut, przygotowujemy się wspólnie, wybieramy motyw główny, omawiamy kwestię stylizacji, klimatu, pozowania. Mamy na to zwykle minimum dwa tygodnie – robimy to w moje wolne weekendy – czasu więc jest wystarczająco dużo na wszystko. Najbardziej lubię efekt niespodzianki, przypadku, czegoś czego nie planowałam a dostałam w formie zaskakującego ujęcia. Dzięki temu każde nasze spotkanie jest wyjątkowe i przynosi nowe efekty zapewniające mi brak monotonii.
Pilnuję również cykliczności naszych spotkań przed obiektywem, aby nie odbywały się częściej niż raz na 1,5-2 miesiące. To optymalny czas na realizację pojawiających się pomysłów a córka nie ma poczucia, że to męczący obowiązek. Dzięki tym drobnym zmianom w podejściu wciągnęłam ją trochę w mój świat. Lubię oglądać zaskoczenie na jej twarzy kiedy porówna rzeczywistość w której była i zdjęcie, które tę rzeczywistość oddało. Wtedy obie jesteśmy pod urokiem tego fenomenu.
To nie jest tak, że robię córce tylko zdjęcia zakomponowane, wykreowane, trochę baśniowe. One są różne, ale z pomocą aparatu chcę stworzyć kilka Portretów jej osoby – człowieka, dziecka, córki, w przyszłości kobiety – dzięki kreacji mogę wzbogacić przekaz o Portrecie Córka. Jakie będą pozostałe? Czas pokaże, to projekt na długie lata i nie chcę narzucać sobie dziś ograniczeń, podejmę wyzwanie na bieżąco, jak obie będziemy gotowe na kolejne etapy.

A was wszystkich chciałam zachęcić do tworzenia Portretów Waszych Dzieci lub bliskich wam osób jako projektów, których efekty zaskoczą każdego a ich wartość będzie dla Was po latach bezcenna. Finalna forma wizualizacji takiego projektu może być dowolna, od prezentacji w formie elektronicznej, po foto-książki lub wydrukowane mini galerie w waszych domach. Pamiątka bezcenna a czasu jak wiecie nie da się cofnąć…☺